Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Regaty

Puchar Polski w match racingu na Skippi 650 match

    W ostatni weekend (12-13 maja) na Zalewie Zegrzyńskim rozegrano pierwsze regaty z cyklu Puchar Polski w match racingu. Zorganizował je Zegrze Sailing Evenats czyli Piotr Sokołowski. Zawodnicy ścigali się na jachtach Skippi 650 match, specjalnie do tego celu zbudowanych i przygotowanych przez stocznie Skipper Yachts. Nowa wersja różni się od Skippi racera przede wszystkim nowym planem ozaglowania. Zredukowałem mianowicie do 22 m2 powierzchnią żagli na wiatr oraz genaker (28 m2). Daje to gwarancję, że, przy silniejszym wietrze, zawodnicy będą walczyć ze sobą a nie z łódką. Według oceny głównego organizatora cyklu regat o Puchar Polski Maćka Cylupy jacht niewiele stracił na żwawości.

   Do półfinału regat zakwalifi-
kowały się 4 załogi: Marka Stańczyka, Maćka Cylupy, Patryka Zbroji i Radosława Żurka. Faworyt regat Marek Stańczyk ( 31 miejsce na liście sterników ISAF) nie dał szans konkurentom, wygrywając bez straty punktu półfinał z załogą P. Zbroji jak i finał z M. Cylupą. W walce o trzecie miejsce 2 do1 wygrał Zbroja mimo, że w walce startowej góra był Radek Żurek.


  

  

  

  

  

  

  





Pierwsze koty ...

    Nie ma w tytule żadnych aluzji do jednego ze sponsorów pierwszych regat na Zalewie Zegrzyńskim zaliczanych do Pucharu Polski Jachtów Kabinowych (grade 2- 28-20 kwiecień). Oprócz Delphii Yachts Kot głównym sponsorem regat była Toyota, reprezentowana przez znanego w środowisku żeglarskim Jana Okulicza. O głównym sponsorze przypominała emanująca mocą Toyota Hilux wystawiona na plaży Hotelu 500 w Zegrzu, siedzibie Sailing Evenets organizatora regat.

Regaty zdominowała "kolorowa" mego autorstwa klasa Skippi 650 z 14 jachtami na starcie i to w obsadzie międzynarodowej (kobieca załoga z Ukrainy). Cieszy mnie to jako konstruktora tego popularnego w kraju i za granicą kabinowego monotypu regatowego. Zawiodła frekwencja w tzw. klasach turystycznych, zwłaszcza w T3. Przybyłe aż znad Soliny dwa Saturny nie miały się z kim ścigać. Szkoda, tym bardziej, że pogoda dopisała jak na zamówienie: słońce i wiatr do 5 B w drugim dniu. Na szczęście do regat w klasie T1 zgłosiło się kilka jachtów. Mój i Tomka wysiłek przy porannym wodowaniu i taklowaniu jachtu nie poszedł więc na marne. Tradycyjnie już wystartowaliśmy z marszu, bez sprawdzenia poprawek jaki Apollo Sails wg mego projektu wprowadził do obrysu grota, poprawek dodajmy gwoli prawdy, mających na celu zmniejszenie jego powierzchni pomiarowej, a tym samym "ulżenie" memu Jumperowi 19 SPRINT (około 30 kg). W ferworze taklowania zapomnieliśmy jednak o tej możliwości i pożeglowaliśmy w trymie ubiegłorocznym.

Mimo że Komisja dość niemrawo zabierała się do ustawiania trasy, w sobotę udało się rozegrać 3 dość krótkie wyścigi. Przy słabym wietrze ( ok. 2 B) nie dało się przejechać Grzegorza Guzowskiego na LIDZIE. Szanse taką mieliśmy w ostatnim wyścigu, bo prowadziliśmy na dolnej bojce przed halsówką na metę, ale szalony DYZIO walnął nas z zewnętrznej na bojce i to dwa razy, a potem jeszcze się do nas przykleił. Straciliśmy prędkość i prowadzenie. Po herbacie.

W niedzielę przywiało i to solidnie do 5 B w szkwałach. To Jumper lubi. Prowadziliśmy w pierwszym wyścigu aż do "śledzia" i tak się rozpędziliśmy, że popłynęliśmy za Skippimi a nie na bojkę. Zaćmienie i to dwu umysłów, podszept szatana, czy zaklęcia Guzowskiego? Żegnaj zwycięstwo. Z tej rozpaczy, chcąc uciec z tzw. smrodów jachtów przed nami zrobiliśmy szybki zwrot na praw hals tuż po bojce. Okazało się, że za szybki, co stwierdziliśmy gdy bojka ruszyła w pogoń za nami. Dobre 100 metrów nas goniła zanim wreszcie za pomocą pagaja zsunęliśmy linkę bojki z płetwy sterowej. W tzw. międzyczasie, przy kompletnej nieświadomości Komisji, inne załogi rozpaczliwie usiłowały zlokalizować bojkę: UFO ją porwało czy zatonęła? Zapewne trochę się zdziwili nieoczekiwanym jej pojawieniem się w zupełnie innym miejscu niż spodziewane.

Drugi niedzielny wyścig już bez przygód. Prowadzenie od startu do mety i pierwsza wygrana. Prowadziliśmy też w ostatni wyścigu aż do nieszczęsnego "śledzia", po którym nazbyt chytrze, jak się okazało, usiłowaliśmy pożeglować baksztagiem, kopiując trochę sytuacje z pierwszego wyścigu. Przy słabnącym wietrze lekka SZTUCZKA Kędra wyjechała nas na pełnym. Jak ja nie lubię "śledzi" !

Jak widać była szansa na wygranie, ale zrobiliśmy wiele by tak się nie stało, przeszkadzając od czasu do czasu łódce. Skończyło się na 3 miejscu. Wygrał Grzesiek Guzowski. No cóż, pierwsze koty za płoty. W następnych regatach może być już tylko lepiej.





Yacht Klubu w Jadwisinie

   Te tradycyjne, jedne z ostatnich jesiennych regat na Zalewie Zegrzyńskim (16-19.09) mają szczęście do pogody: było pięknie i nawet dość wietrznie, choć, jak to się często zdarza w tej kiszkowatej części Zalewu wiało w poprzek. Nie dawało to szans Komisji na ustawienie trasy z halsówką. Jak się okazało nasz SPRINT (Jumper 19) lubi silny wiatr. Im więcej wieje tym szybciej żegluje. Zaczęliśmy od 3-ego miejsca w pierwszym sobotnim wyścigu przy wietrze nie więcej niż 2 stopnie B. W kolejnych rozegranych tego dnia było coraz lepiej: w drugim wyścigu wyprzedził nas tylko "prezes" Grzegorz Guzowski, zaś w trzecim, właśnie gdy wiatr stężał w szkwałach do piątki, "objechaliśmy" wszystkich 11 konkurentów z klasy T1 i to z wyraźną przewagą.

Tak więc po 3 wyścigach byliśmy na drugim miejscu, tracąc do "prezesa" na LIDZIE tylko jeden punkt. Wystarczyło wygrać ostatni niedzielny wyścig i najwyższe miejsce na podium nasze. Niestety, już na starcie, plany te pokrzyżowała zaskakująca decyzja sędziego Igora Rubinkowskiego o zmianie kierunku startu. Na dwie minuty przed nim znaleźliśmy się na niekorzystnym końcu linii startu, przy gasnącym wietrze. Bez szans. I tak zakończyło się to nieźle, bo z niemal ostatniego miejsca na początku tego długiego (na szczęście) wyścigu zdołaliśmy się wyczołgać na czwarte. Wynik jednak do "odrzutki". Mimo to zdołaliśmy zachować 2-gie miejsce w regatach. Mogło być lepiej, ale regaty te udowodniły, że jeszcze wszystkie możliwości Jumpera 19 nie zostały przez nas wykorzystane. To w końcu dopiero drugie nasze regaty na tej nowej łódce. Miejmy nadzieje, że w następnych dobierzemy się do skóry "prezesowi".





   Pierwsze regaty na Jumperze 19 już za nami. Jak zwykle zabrakło czasu na dotrymowanie jachtu, więc w Otwartych Mistrzostwach Warszawy (2-3.09) wystartowaliśmy niemal "z marszu". Na starcie w klasie T1 stawili się wszyscy najlepsi w kraju łącznie z nowym Mistrzem Świata w klasie Micro Grzegorzem Banaszczykiem na "Wojowniku Nocy" no i "królem" Zalewu Zegrzyńskiego prezesem klubu "Spójnia" Grzegorzem Guzowskim.
W sumie 13 jachtów. Przed regatami jednak sprawdziliśmy ile też waży Jumper i czy teoria (obliczenia) potwierdzi się. Wyszło dokładnie 783 kilo, a więc nawet nieco za dużo niż wymagają od Jumpera przepisy (770 kg) przy 18 metrach kwadratowych powierzchni żagli.

Warunki, jak zwykle na Zalewie Zegrzyńskim zmienne: od tchnień zdychającego Eola do "czwórki". Z czterech wyścigów, najlepiej naszej załodze (autor i Tomek Guzek) udał się pierwszy. Byliśmy drudzy z niewielka stratą do Lidy Grzegorza Guzowskiego. Reszta hen hen za nami. Gorzej już było w drugim (pierwszym w niedzielę) wyścigu, startu do którego nie można uznać za błyskotliwy. Wiało zresztą silniej, a ustawienie Jumpera akurat preferowało słabe wiatry. Dodatkowo, jedno miejsce oddaliśmy "za friko" z powodu braku orientacji w temacie: kto się z nami ściga. Tylko piąte miejsce. Ale to małe piwo w porównaniu do drugiego niedzielnego wyścigu. Zaplątaliśmy się w jakąś kępę "szczawi" czyli dryfującej moczarki, która pojawiła się Zalewie w ilości dotąd niespotykanej, praktycznie nie do ominięcia. Po pewnym czasie okazało się, że robimy za "koniec wyścigu". Zrezygnowaliśmy więc, a tym samym Pani sędzina wpisała nam DNF.
W ostatnim wyścigu już było lepiej, choć do startu można mieć wiele zastrzeżeń: ze złego końca linii, za mała szybkość i to mimo braku przeszkód jaką np.w drugim wyścigu okazał się sympatyczny kolega Ziemniak, który nie dosłyszał sygnału i wiózł nas, choć nie powinien, przez dobrą chwilę wzdłuż linii startu. Na mecie byliśmy trzeci za "Wojownikiem" i Oilerem.
Niestety, mimo odrzucenia DNF-u nie starczyło punktów by zmieścić się na podium. Zajęliśmy najgorsze z najlepszych miejsc , czyli czwarte. Gdyby nie ta uporczywie trzymająca się naszego miecza moczarka... No cóż: pierwsze koty za płoty, a do pełnej satysfakcji i zwycięstw, trzeba jeszcze wiele roboty (Częstochowa się kłania).

Za tydzień pokaz "Jacht dla Ciebie" , zatem obowiązki służbowe nie pozwolą na ściganie się w regatach o Puchar Marszałka województwa Mazowieckiego. Szkoda. Byłaby następna okazja do przymierzenia się do czołówki i dotrymowania jachtu.

Jerzy Pieśniewski





Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017