Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2013-08-14

Dwa w jednym- czyli regaty w Mikołajkach

Dawno nie ścigałem się na jeziorze Mikołajskim. Ostatnio, przed 4 laty w Mistrzostwach Polski Dziennikarzy na Omegach ( pechowa utrata tytułu mistrzowskiego z powodu awarii sprzętu-tylko 2 miejsce). Akwen ten uchodzi za jeden z "wredniejszych", zwłaszcza gdy wieje z południowego zachodu, od zalesionego brzegu naprzeciwko miasta. Pod względem zmienności kierunku wiatru konkurować z nim mogą jedynie równie kiszkowate Bełdany.

I rzeczywiście w regatach Arefiew Family Cup oraz o Puchar Prezesa PZŻ wiało jak zwykle na tym akwenie kapryśnie. Jeszcze podczas sobotnich wyścigów dało się przewidzieć zmiany siły i kierunku wiatru (do 2 B), ustalić jakąś strategię, ponieważ ogólnie wiatr wiał wzdłuż jeziora z północy.

Pierwsza część regat ograniczyła się do 3 wyścigów sobotnich. Najlepiej, a nawet rewelacyjnie poszło załodze Focusa 730 WIR w pierwszym wyścigu. Po dobrym starcie w pobliżu statku Komisji regatowej, zdecydowałem się na opcję trzymania się prawego brzegu, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Na niezbyt długiej (około pół mili) trasie dogoniliśmy Omegi startujące 5 minut przed nami. Prowadzenia nie oddaliśmy aż do mety, którą przekroczyliśmy jako pierwszy ze wszystkich 24 jachtów kabinowych w tym przeżaglowanych Tang-sport, Stormów 22, Saturna 25 i innych znacznie większych jednostek.

W kolejnych wyścigach już nie było tak doskonale. Głównie z własnej winy. Starty raczej średnie, wiatr o wiele słabszy, więc zmiany trudniejsze do odczytania. Zresztą powierzchnia żagli mego Focusa, tylko 23,8 m2 , przy masie łódki ponad 1200 kg nie preferuje słabych wiatrów. Krótsze i bardziej ożaglowane jednostki mają w takich warunkach większe szanse. Udało się jednak negocjować z wiatrem i w efekcie w obu wyścigach zameldowaliśmy się na mecie jako trzeci jacht w klasie T2.

Kluczowy dla ogólnego wyniku okazał się trzeci wyścig. Zapłaciliśmy tzw. gapowe, ponieważ pilnowaliśmy Storma 22 PAN TADEUSZ, który miał do wykonania karę za dotknięcie bojki. Zdecydował się na karne kółko tuż przed metą przy pinie, Wiatr akurat zdechł, więc obrót trwał parę dłuższych chwil. PANA T. udało się wyprzedzić, ale nie zauważyliśmy, że żeglujący za nami Maxus 22, płynąc przy brzegu na granicy zanurzenia, znalazł resztki korzystnego zefirku i przeciął linię mety jako pierwszy. WIR natomiast dopiero jako trzeci w T2 za Stormem 22 DOMINA. To zdecydowało, że przy równej ilości punktów ( po 7) Maxus 22 pod sterem Piotra Lewandowskiego znalazł się na najwyższym miejscu podium, załoga WIR zaś na drugim w pierwszej części regat czyli Arefiew Volvo Family Cup. Rocznymi użytkownikami głównej nagrody Volva XC 50 nie zostałem. Los sprzyjał innemu.

W niedzielę miały zostać rozegrane jeszcze 2 wyścigi już w ramach regat o Puchar Prezesa PZŻ. I zostały, mimo właściwie zerowego wiatru w pierwszym wyścigu. Komisja jednak uparła się i nie przerwała wyścigu. Słabiutki podmuchy pojawiały się to tu- to tam, zupełnie przypadkowo. My stoimy a jacht 10 m z prawej lub lewej płynie, lub odwrotnie. Kompletne szaleństwo na bojkach. Wskutek nagłej przerwy w dostawach jakiekolwiek wiatru, manewry ich okrążania kończą się "sklejką" paru jachtów. Szczególnie zasługi w tym miał agresywny sternik jednego z Tang, który nie rozumiał co to jest krycie pośrednie. Tragedia.

Drugi niedzielny wyścig już wyglądał normalniej, choć wiatr zmienił kierunek o prawie 180 stopni. Start nasz, delikatnie mówiąc, nie był idealny. Nie trafiłem też z ustawieniem. Jakby powiedział znany skoczek narciarski: "nie jechało". Dzięki "odrzutce" najgorszego rezultatu, nie straciliśmy jednak miejsca na podium. Wprawdzie tylko na jego najniższym stopniu, ale, jak na drugi start w sezonie- nie ma co narzekać.

Wykorzystano zdjęcia ze strony sponsora regat arefiemazuriafamiliacup.pl


  


  


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017