Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2014-08-18

Focus 730 w Nowej Zelandii

Okazuje się, że niekiedy jest sens wożenia drzewa do lasu, i to nawet wówczas, gdy las daleko np. na Antypodach. Tak właśnie można by określić sprzedawanie jachtu do Nowej Zelandii, kraju słynnych żeglarzy i renomowanych stoczni jachtowych. Stocznia Sobusiak Yacht Yard podjęła się realizacji trudnego zamówienia armatora z Nowej Zelandii na nietypową, niezwykle bogato wyposażoną wersję Focusa 730.

Poniżej krótka relacja producenta Mariusza Sobusiaka z przebiegu budowy Focusa 730 dla obywatela kraju Kiwi oraz testowego rejsu we Włoszech.

Zdjęcie z wodowania jachtu w porcie w Ostii.

Na początku lutego otrzymałem dość zaskakującego maila. Napisał do nas potencjalny armator z Nowej Zelandii zainteresowany zakupem naszego jachtu. Spodobał mu się zarówno design wnętrza i pokładu jak i niewielka masa jachtu o tych gabarytach. Odpisałem mu następnego dnia nie licząc jednak zbytnio na kontynuację korespondencji bo sprzedawanie jachtu do kraju kiwi przypominało mi raczej wożenie drzewa do lasu. Według mojego mniemania w kraju gdzie starty w prestiżowym Pucharze Ameryki dotowane są przez państwo i gdzie co piąty obywatel żegluje, jachtów powinno być do wyboru do koloru. Oczywiście jest tam wiele lokalny stoczni i szkutników ale armator upodobał sobie akurat naszego focusa i to w mocno rozbudowanej wersji. Po dwóch miesiącach dogadywania szczegółów uzgodniliśmy harmonogram prac i podpisaliśmy umowę. Na początku lipca dostarczyłem jacht do Rzymu gdzie miał przejść testowe pływania na wodach przybrzeżnych. Ponieważ focus naszpikowany był całą ilością instalacji dodatkowych takich jak ploter z echosondą i VHF Garmina, lodówką, instalacją wodną z kabina prysznicową wraz bojlerem ciepłej wody, elektryczną wyciągarką kotwicy, panelem solarnym, samosterem Simrada, WC typu morskiego itp. jeszcze w stoczni dwukrotnie wszystko sprawdzaliśmy i przeglądaliśmy. Cóż podróż do Nowej Zelandii od kilku lat jest moim marzeniem ale wolałbym tam pojechać z własnej woli a nie żeby np. konfigurować ustawienia GPS czy sondy.

W dniu testu na morzu wiał równy wiatr, osiągający siłę 3B wiejący z kierunku SW. Moje obawy budziła bardzo wysoka fala wypiętrzająca się przy główkach portu sięgająca 3 metrów. Spowodowane było to zarówno kilkunastometrową płycizną w okolicach wyjścia na otwarte wody jak i przeciwnym do wiatru kierunkiem prądu wpadającego do morza Tybru. O dziwo wyhalsowaliśmy się sprawnie i sucho z ujścia rzeki na otwarte morze co ucieszyło bardzo naszego nowozelandzkiego armatora. Wcześniej nigdy nie żeglowałem po morzu na tak małej jednostce i to ze zwykłym mieczem obrotowym i standardowym balastem wewnętrznym. Od kilku lat osobiście pływam na focusie z 300 kilogramowym mieczem szybrowym i pływanie na wodach przybrzeżnych Ostii gdzie często wieje silny Sirocco na jednostce turystycznej ze zwykłą obrotówką budziło moje lekkie obawy. Na szczęście focus spisywał się bardzo dobrze i na otwartym morzu gdzie fala znacznie się wydłużyła a słońce miło przygrzewało poczułem klimat prawdziwych wakacji.

Pod koniec września armator wraca do Nowej Zelandii a facus po załadowaniu na statek podąża tym samym kierunkiem. Mam nadzieję, że w nieodległej przyszłości będę mógł wstawić więcej zdjęć z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami znanymi nam z Hobbita i Władcy Pierścieni. Na marginesie okazało się nasz Kiwi Man mieszka obok farmy gdzie kręcono pierwsze sceny z podróży hobbita Frodo.












 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017