Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2014-10-05

Bingo 930 i Focusa 800 znów wygrywają Mamert CUP 2014

Dwa moje jachty doskonale spisały się w najważniejszych regatach sezonu rozgrywanych tradycyjnie w ostatnią sobotę września na wodach jezior Mamry i Święcajty . Organizatorem regat o nazwie mamer Cup jest spółka Sealand-Travel z Trygortu. Na starcie stanęło i tym razem jak w poprzednich latach ponad 100 jachtów podzielonych na osobne klasy według długości jachtu: do 7,80 m, 780 do 8,20 m, 820 do 9 m, oraz powyżej 9 m. Wydzielono także klasę regatową, w której dopuszczono stawianie żagli dodatkowych: spinakerów i genakerów.

Pogoda podczas jedynego długodystansowego wyścigu była, jak to określają laicy, iście "żeglarska". Wiatr ze szkwałami do 7 B zrywał czapki z głów, pianę z fal, a także złamał kilka masztów i zdezintegrował parę sterów. Wiele jachtów zrezygnowało z żeglowania w tak infernalnych warunkach. Większość jednak dopłynęła do mety, choć niektórzy tylko na samym foku, z powodu porwania grota przez wiatr.

Focus 800 pod sterem właściciela stoczni Focus Yachts Mariusza Sobusiaka pochodził z firmy czarterowej Speed Yachts, a więc miał miecz obrotowy oraz kompletne wyposażenie turystyczne. Mimo przygód o których pisze w swej relacji skiper poniżej, rzutem na taśmę wygrał swą klasę. To już kolejna trzeca wygrana Focusa 800 w tych regatach.

I w tym roku, jak w poprzednich latach Bingo 930 stanęło na najwyższym stopniu podium. Tym razem jednak pod sterem Szymona Bełbota. Ojciec, właściciel stajni jachtów czarterowych Marian Bełbot musiał się zadowolić najniższym stopniem podium. Dwa Binga w pierwszej trójce i 5 w pierwszej dziesiątce, to doskonały wynik potwierdzający nie tylko jakość nautyczna tych jachtów, ale także ich perfekcyjne przygotowanie techniczne. Na jachtach z flotylli Mariana Bełbota nie zanotowano żadnych poważniejszych awarii w tych ekstremalnych warunkach.

A oto relacja z regat Mariusza Sobusiaka zamieszczona na stronie http://yacht-focus.pl/regaty/



Focus 800 po raz trzeci na I miejscu w Mamert Cup

Tym razem na największych w Polsce regatach śródlądowych Mamert Cup 2014 zdecydowałem się wystartować na Focusie 800 udostępnionym przez firmę czarterową Speedyacht. Przez ostatnich kilka lat pływam wyłącznie na jednostkach z mieczami szybrowymi więc ciekawy byłem jak będzie zachowywała się w silniejszym wierze (a taki był zapowiadany w prognozach) turystyczna wersja jachtu na co dzień pływająca w czarterze. Już od sobotniego poranka widomo było, że wiatru na pewno nam nie zabraknie. Wiało konkretne 10-12 m/s (6 B). Startowaliśmy w 4 osoby bez refu na grocie, który z pewnością bym zrobił jeżeli nie byłyby to regaty.

Start mieliśmy w miarę poprawny na czystym wietrze i dużej prędkości choć nieznacznie spóźniony. Mogło być trochę lepiej ale w sumie od kilku lat w regatach nie pływałem jako sternik i manewry startowe głównie oglądałem w wykonaniu innych. Po wejściu na pierwszą boję gdzie byliśmy na 3 pozycji zaczęliśmy wypatrywać kolejnego znaku. W tym momencie popełniłem chyba największy błąd w tych regatach bo zamiast płynąc prosto na cypel odbiliśmy znacznie w prawą stronę pod brzeg szukając boi, która w naszym mniemaniu gdzieś tam powinna być. Gdy zdaliśmy sobie sprawę z popełnionego błędu doszło nas kilka jachtów na 2-3 długości. Od samego początku walczyliśmy z białym niezidentyfikowanym jachtem, który albo był nieznacznie przed nami albo trochę za. Jak się później okazało było to armatorskie Bolero 805 z mieczem szybrowym. Po trzeciej boi zwrotnej obraliśmy kurs na jezioro Święcajty. Wszystko mogło się niestety zmienić w przesmyku przy wejściu na to jezioro co też nastąpiło. Poszliśmy zbyt blisko drzew i zasłonięci daliśmy się wyprzedzić sternikowi jednego z jachtów Mariana Bełbota, który włączył się do rywalizacji. To oni właśnie pierwsi okrążyli wyspę (kolejny znak kursowy) i zmierzali w kierunku następnej boi na koniec Święcajt. Zdołaliśmy ich jednak dogonić i nieznacznie wyprzedzić przy ponownym wyjściu na Mamry. Od tego momenty już do końca powiększaliśmy przewagę zmierzając do mety. Na silnym wietrze radziliśmy sobie bardzo dobrze uzyskując pod koniec przewagę około 10 długości jachtu.

Aby jednak nie było zbyt nudno od tego momentu nastąpiła seria nieprzewidzianych wypadków. Na początku jeden z kabestanów szotowych pękł, odbił się od nadbudówki i wpadł do kabiny. Być może dosyć miał już poniewierania w tak trudnych warunkach i odmówił współpracy. Kabestany Lewmara stosuję od 10 lat i przyznam szczerze, że coś takiego widziałem po raz pierwszy. Na szczęście pozostał jeszcze na tej burcie kabestan fałowy więc łopot foka i strata prędkości nie była zbyt wielka. Po kilku minutach zaczęły przychodzić bardzo silne uderzenia wiatru sięgające 17 m/s (7 B). Przy jednym z takich uderzeń pękła linka z dynemy, na której pracował bloczek wózka szotowego i tak oto zostaliśmy bez foka. Jeden z załogantów rzucił się by przycisnąć szota własnym ciałem do pokładu. Skutek był raczej marny bo przy tak silnym wierze niedobrany fok bardziej nam przeszkadzał niż pomagał. Parę chwil po tym w wodzie znalazła się Marta, jedna z załogantek, która zsunęła się z pokładu i do pasa w wodzie zawisnęła na pasie kokpitowym. Pozostała część załogi rzuciła się na zawietrzną na ratunek co bynajmniej nie pomogło w zachowaniu stateczności. Nasz focus praktycznie stanął i mogłem tylko oglądać przepływające obok inne jednostki. Po wyciagnięciu załogantki i zmianie halsu zaczęliśmy naprawiać bloczek. Przywiązaliśmy go na krawat w nadziei, że wytrzyma jeszcze ostatnie kilkaset metrów. W tej chwili myślałem, że może chociaż zdołamy utrzymać podium. Po kilku minutach okazało się jednak, że jesteśmy w stanie płynąć ostrzej i szybciej od konkurencji. Na około sto metrów od mety pojawiła się nadzieja, że jeszcze możemy odrobić straty i nawet wygrać. Ponieważ linia mety ustawiona było lekko po skosie postanowiłem wchodzić blisko boi. Ta taktyka zdała egzamin i po raz trzeci z rzędu stanąłem na najwyższym stopniu podium (w przenośni oczywiście bo staliśmy na polanie) tym razem w roli sternika. Składam wielkie podziękowania załodze i ekipie z Bolera ( z którą zaprzyjaźniliśmy się zresztą bardzo na wieczornej imprezie) oraz organizatorowi regat. Moim zdaniem to najlepsze regaty jachtów śródlądowych w Polsce. Wspaniała atmosfera, doskonała organizacja, ciekawa formuła regat i dobra zabawa do rana. Namawiam wszystkich żeglarzy, którzy nie mieli jeszcze okazji tu wystartować do przyjazdu za rok.

Z żeglarskim pozdrowieniem,
Mariusz Sobusiak



  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017