Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2007-10-05

Regaty, regaty... już prawie ostatnie



Bingo 930 deklasuje

Zacznijmy od tych większych, a przynajmniej liczniejszych regat. Jak donosi portal www.mazury.info.pl. w ostatnia sobotę na Mazurach odbyły się ostatnie jesienne regaty. Zorganizował je ośrodek w Aniacie nad Mamrami i uczestniczyły w nich, podobnie jak w poprzednich latach, prawie wyłącznie jachty czarterowe. Tym razem na starcie stawiło się 71 jachtów z niemal wszystkich "czarterowni" na Mazurach. Rozegrano, jak zwykle, tylko jeden długi około 20-kilometrowy wyścig ze wspólnego startu. Przy wietrze dochodzącym do 5 st.B, od startu do mety prowadziło Bingo 930 pod sterem Mariana Bełbota, osiągając na mecie kilkusetmetrowa przewagę nad następnymi jachtami w tym Philą 880 i Nautinerem 30 i to mimo "zaliczenia" dwu mielizn i sporej straty czasu na zejście z nich. W pierwszej dziesiątce regat uplasowało się 5 jachtów typu Bingo 930 z różnych firm czarterowych. Gratulacje dla wszystkich załóg startujących na mym Bingo 930, a szczególnie dla jego producenta Mariana Bełbota.


Jumper 19 o włos od wygranej

Tym razem załoga Jumpera 19 SPRINT ( ja i Tomasz Guzek) musiała zadowolić się drugim miejscem na podium w klasie T-1, mimo równej ilości punktów z załogą LIDY Krzysztofa Guzowskiego. Zdecydowała większa ilość wygranych wyścigów w regatach o Puchar Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, jakie rozegrano w miniony weekend na Zalewie Zegrzyńskim. Pierwszy wyścig, przy pięknym słońcu i silnym wietrze dochodzącym do 25 węzłów w szkwałach wygraliśmy z wyraźną przewagą, mimo niezupełnie idealnego startu. SPRINT lubi silny wiatr zarówno na kursie ostrym, jak i na fordewindzie. LIDA w tym wyścigu dopiero trzecia na mecie. Niestety, podczas następnych dwu wyścigów wiatr stopniowo i wyraźnie słabł. Drugi przegraliśmy z LIDĄ wprawdzie tylko "o pierś", ale w trzecim, po błędzie na bojce i ponownym jej karnym okrążeniu, nie mieliśmy szans na wygraną.

Liczyliśmy na rewanż w dwu następnych wyścigach, jakie zapowiadano na niedziele. Spotkał nas srogi zawód. Zawiodła i to całkowicie pogoda, fundując nam kompletna "plażę" - zero wiatru i dużo słońca. Jak zwykle, złośliwie, zaczęło nieco wiać tuż po definitywnym odwołaniu przez sędziego Igora Rubinkowskiego niedzielnych wyścigów.

Dominującą, najliczniejszą i najbardziej widowiskową klasą w tych regatach okazała się inna moja łódka Skippi 650. Ta "upadająca" klasa, jak napisał niedawno w jednym z miesięczników żeglarskich "życzliwy" autor, zgromadziła na starcie 18 jachtów z całej Polski. Oby takie były symptomy upadku we wszystkich klasach regatowych. Trzeba było uważać by uniknąć bezpośredniego kontaktu z którymś Skippi, żeglującym z prędkością 15 węzłów i szybciej na genakerze, zwłaszcza w pierwszym wyścigu. Czołówka w tej klasie coraz bardziej się wyrównuje. Tym razem "etatowy" zwycięzca zajął dopiero 4 miejsce. Wygrała zaś ścigająca się do niedawna na Omegach załoga Pawła Tarnowskiego. Wyrównany wysoki poziom sportowy załóg i szybka wymagająca łódka, to właśnie główne atuty skłaniające nowe załogi do rywalizacji na Skippich 650. Ostatnio dołączyła do stawki Skippich załoga byłych "omegowców" Włodzimierza Radwanieckiego.


  


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017