Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2009-08-19

Sezon żeglarski 2009-cd

Mistrzostwa Polski w Giżycku

No i udało się! Udało się, oczywiście wystartować w Mistrzostwach Polski Jachtów Kabinowych w Giżycku. Nie do końca sprawna noga, nie pozwala jeszcze na balastowanie. Przesądziło to o decyzji startu w klasie T1. Jumper 20 o nazwie S-WING, przy masie 760 kg może nosić według formuły tylko 17,33 m2 żagli. Do "czwórki" zatem nie ma potrzeby wisieć na balaście, ponieważ jacht zyskał proporcje masy do ożaglowania charakterystyczne dla jachtów balastowych (120 kg miecza i 160 kg balastu wewnętrznego). Pozostał jednak drobny problem- żagle. I tu także się udało, dzięki Jarkowi Wołowiczowi właścicielowi żaglowni T & J Sails z Giżycka. Zrobił co mógł i to błyskawicznie. W ekspresowym terminie moje stare duże żagle przerobił na nowe (no prawie) małe żagle, uprzedzając lojalnie, że nie mogą być tak sprawne jak zupełnie "nówki". Dokładnie zdawałem sobie z tego sprawę. Trudno! Mistrzostwa się udały, zwłaszcza pod względem warunków pogodowych. Nie brakowało wiatru i to o różnej sile: od 2 do 7 B. Dla każdego coś miłego, chociaż "siódemka" w pierwszym dniu regat nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem zawodników. Niektórzy nawet odmówili kontaktu z tak nieprzyjemnie silnym i szkwalistym wiatrem. Na S-WINGU żeglowaliśmy razem z Lucjanem Staszewskim jak na jachcie balastowym, choć balastował tylko Lucek. Jacht szedł w głębokim przechyle, ale dość skutecznie, niespecjalnie przejmując się sporą półmetrową falą. Wyniki okazały się zachęcające: 4 miejsce w pierwszym wyścigu przy "szóstce" i 2-gie w drugim, kiedy siła wiatru dochodziła do 7 B.

Niestety, następnego dnia, wiatr osłabł, a wraz z nim nasze rezultaty. Na dodatek złapaliśmy w porcie "szczaw" do skrzynki. Lucjan podnosił miecz z najwyższym wysiłkiem, dopiero po opasaniu się fałem. O pierwszych dwu wyścigach więc lepiej nie pamiętać. Potem jednak wiatr stężał i krzywa naszych wyników na mecie też się podniosła, nawet do maksimum w 3 wyścigu, w którym jako pierwsi przecięliśmy linię mety. Niestety "zadołowane" wyścigi przesunęły nas na 5 miejsce po dwu dniach regat. Różnice jednak nie przekraczały jednego punktu.

Niedzielne wyścigi miały zdecydować o kolejności, może z wyjątkiem 1 miejsca, które trudno było odebrać doskonale żeglującemu Grzegorzowi Guzowskiemu i jego niesłychanie szybkiej na słabszych wiatrach LIDZIE. Wygraną przypieczętował w pierwszym (ósmym w kolejności) niedzielnym wyścigu, my zaś zaliczyliśmy 6 miejsce, przegrywając z TRAPEREM zadziwiająco szybko żeglującym Bezem 4. Moje gratulacje dla załogi potrafiącej zmusić ten nie przeznaczony do regat kadłub do najwyższego wysiłku. Na szczęście w ostatnim wyścigu wiatr sobie przypomniał, czego od niego oczekujemy. Ale oprócz jego wzrastającej siły to nasze drugie miejsce zawdzięczamy również drobnemu przeregulowanie napięcia want kolumnowych. Wyraźnie pomogło. My zaś tym drugim miejscem, wyprzedzając MARIBU i BLUESA 2 (obydwie Calibry 620) "załatwiliśmy" tytuł v-ce Mistrza Andrzejowi Kenderowi startującemu na zaprojektowanym przeze mnie jakieś 19 lat temu Skalarze 650 (dawniej OILER). On to właśnie wygrał ostatni wyścig. My musieliśmy zadowolić się piątym w całych regatach.

Byłyby to jedne z najlepszych pod względem warunków Mistrzostw Polski w jakich startowałem gdyby?. nie kilka zastrzeżeń, jak przystało na wiecznego malkontenta. (taką mam opinię mam w kołach zbliżonych do giżyckiej Komisji Sędziowskiej). Nie można mieć pretensji o wodorosty, bo to sprawa losowa: jednemu się trafi kępa "szczawiu" na mieczu lub sterze, innym uda się ominąć. Inaczej z trasą regat. Nie rozumiem dlaczego Komisja Regatowa upiera się przy trasie "up and down" ( góra-dół) z metą na fordewindzie dla jachtów bez żagla dodatkowego. Długi kurs na metę z wiatrem rzadko przynosił jakieś przetasowania w kolejności. Wiało więc również nudą. Czyżby organizatorzy mieli za mało bojek by ustawić regularny trójkąt z metą w bajdewindzie?

Nie chciałbym by zabrzmiało to mentorsko, ale trudno, muszę to powiedzieć: wkurza mnie, gdy żeglarze regatowi używają słowa "bieg" zamiast tradycyjnego żeglarskiego terminu: wyścig. Czy ścigając się biegamy po wodzie? To potrafił tylko Jezus. I to nie biegał a chodził po wodzie. Szanujmy tradycję i logikę również w sferze nazewnictwa.

Kilka zdjęć S-WINGA i jego załogi udostępnił nam ich autor-Redaktor Naczelny "Żagli" Waldemar Heflich.


  


  


  


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017