Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2009-09-08

Mistrzostwa Warszawy 2009 -znów "jak w kieleckim"

Skończyły się czasy słabych wiatrów na śródlądziu. Mistrzostwa Warszawy (5-6 września) na Zalewie Zegrzyńskim, to kolejne regaty podczas których, żeby nie powiedzieć mniej cenzuralnie, "wiało jak w kieleckim". I to non stop. Wskazania anemometrów podczas całych regat nie schodziły poniżej 15 węzłów, zaś w szkwałach dochodziły do 25 węzłów. Jumperowi, na szczęście to odpowiada. Lubi silne wiatry.

Pierwszy sobotni wyścig z Jackiem Szumbarskim na pokładzie, po nie najlepszym starcie, zakończyliśmy na 3 miejscu. Różnice dystansu na mecie w klasie T1, między zwycięskim Skalarem (też mojego projektu łódka) , a drugim Grzegorzem Guzowskim na Sasance 620 nie były zbyt wielkie. Trochę większe okazały się w drugim wyścigu, który wygraliśmy, głównie dzięki dobrej taktyce i szybkości jachtu podczas na tzw. halsówce. Wybraliśmy korzystną opcję żeglugi lewym halsem, podczas gdy przeciwnicy wprost przeciwną. W poprawie szybkości jachtu natomiast pomogła , wydawałoby się, mało istotna, drobna zmiana napięcia want kolumnowych. Start też trzeba zaliczyć do poprawnych. Nie udało się tego niestety powtórzyć w trzecim wyścigu, głównie z powodu "falbanek" na foku, spowodowanych źle trzymającą knagą rowkową, markowej firmy zresztą, na fale foka (system z rolerem sztagowym i fokiem zapinanym na napy). Znów 3 miejsce, choć tuż tuż za ciągle drugim Grzegorzem Guzowskim. Pierwszy linie mety znów przeciął Skalar.

W niedziele "powtórka z rozrywki, jakkolwiek niektórym nie było do śmiechu. Mowa o załogach jachtów na których poleciały "maszty" ( na Sympatii i na Skippim 650) oraz zatopionego, po wywrotce Oriona. Wiatr nie odpuszczał. Na S-WINDZIE niestety znów fok z falbankami, których nie sposób zlikwidować w trakcie jazdy. Obniżyło to nie tylko jego sprawność ale także nieco morale załogi. Tylko 3 miejsce. Długą przerwę miedzy wyścigami wykorzystaliśmy na likwidację falbanek, na spokojniejszej wodzie, ponieważ na sporej jak na zalew fali nie dało się tego zrobić. Jacek poradził sobie świetnie z problemem, koczując przez dłuższy czas na pokładzie dziobowym. Początkowo, w ostatnim wyścigu, na pierwszym boku na wiatr szło nam nie specjalnie. Nawet turystyczny Focus 650 DRACO zameldował się na górnej boji przed nami. Na baksztagach jednak go doszliśmy. I mimo nagłego zwrotu na kursie Sportiny 680 z klasy T2, tylko dzięki szybkiej reakcji nie zakończonego dziurą w burcie, na drugiej halsówce zaczęło nam "wydawać". Znaleźliśmy właściwy rytm żeglowania zgodny ze zmianami lekko kręcącego szkwalistego wiatru. Do mety dopłynęliśmy nie zagrożeni z więcej niż bezpieczną przewagą nad pozostałymi.

Dzięki temu zwycięstwu zapewniliśmy sobie tytuł v-ce mistrza Warszawy w klasie T1, wyprzedzając przy równej ilości punktów Grzegorza Guzowskiego. Wygrała, oczywiście załoga Andrzeja Kendera na Skalarze 650.

Warto dodać, że w klasie T2 tytuł zdobyła załoga Jacka Kotkiewicza na PULSARZE -moim byłym osobistym Focusie 730 ze zredukowanymi żaglami, zaś najliczniej w regatach (16 jachtów) wystąpiła też "moja" klasa Skippi 650. Przy tym wietrze na kursach pełnych jachty te bez problemu wchodziły w widowiskowy ślizg. Wygrała załoga Pawła Tarnowskiego.

Sezon regatowy na Zalewie jeszcze się nie kończy. Mam nadzieje, że ocieplenie klimatu, w które jednak nie wierzę, spowoduje zanik tzw. babiego lata ze słabymi wiatrami. Jumper 20 woli silniejsze.


  


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017