Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2009-09-23

Sezon żeglarski 2009-cd


O Puchar Marszałka woj. Mazowieckiego

Przy nie najsilniejszym, żeby nie powiedzieć słabym wietrze, nie mieliśmy dużych szans z jachtami o większym ożaglowaniu i wyższym maszcie. Szczególnie licząca 7,8 metra DYZIO- adoptowany do T1 Mac Gregor, dawała się mniejszym jednostkom we znaki zarówno na starcie jak i przy bojach. Takie to uroki przelicznika. Ale nie mogę narzekać, bo sam go obmyśliłem. Zgodnie z formułą PPJK, DYZIO ma prawo startować w T1. Nasz dorobek w tych regatach, to dwa trzecie i dwa czwarte miejsca. Niebogato. Starczyło na 4 miejsce. A jak już nam (żeglowałem z Lucjanem Staszewskim) dobrze szło w pierwszym niedzielnym biegu, to Komisja przerwała go z powodu zaniku wiatr. Oczywiście, ten złośliwie powrócił na akwen w parę minut po przerwaniu wyścigu. To niemal reguła na Zalewie Zegrzyńskim, ale nie tylko tu, i nie po raz pierwszy dała o sobie znać wredna natura Eola.

Po raz kolejny wygrała załoga Andrzeja Kendera na Skalarze 650. Na drugim DYZIO , i dopiero 3-ci Grzegorz Guzowski na Lidzie.


Nie tylko o regatach 85-lecia YKP

Fajne to mogły być regaty, bo pogoda piękna, a i wiatru nieco choć nie za dużo i liczne nagrody ufundowane przez sponsorów, wystawne przyjęcie z okazji 85-lecia Yacht Klubu Polski z ilością piwa nie do przepicia (podobno), gdyby?. nie drobiazgi mające posmak łyżki dziegciu. Można zrozumieć, że kiszkowaty akwen utrudnia ustawienie trasy, zwłaszcza przy południowym kierunku wiatru. Nikt nie spodziewa się, że da się na nim ustawić trójkąt olimpijski . Ale doprawdy, tak niewiele trzeba by prawidłowo ustawić linię startu, żeby dało się wystartować prawym halsem. Komisja jednak pozostała nieugięta i odporna na sugestie żeglarzy. Linia startu stała jak zamurowana prostopadle do brzegu. Jeszcze dałoby się obronić takie rozwiązanie, gdyby choć była prostopadła do osi trasy. Pożar w burdelu jawi się jako cicha msza żałobna przy tym co się działo na linii startu. Komisja sama strzeliła sobie w stopę, bo takie, nie bójmy się wprost powiedzieć, głupie ustawienie startu zaowocowało kilkoma falstartami generalnymi.

Nie jestem w stanie zrozumieć przesadnie ambicjonalnej postawy wielu Komisji Sędziowskich , z jednej strony traktujących sędziowanie jako dopust Boży, zaś z drugie- uważających się niemal za wyrocznię delficką. Sugestie i życzenia uczestników traktowane są niemal jak obraza majestatu. Przypływamy na regaty, zwłaszcza takie klubowe, bo lubimy się ścigać. Komisje zapominają, że to one są dla uczestników regat, a nie odwrotnie. Nawet w poważnych regatach za granicą relacje Komisja-uczestnicy wygląda nieco inaczej, żeby nie powiedzieć bardziej cywilizowanie. Na ostatnich regatach na akwenie olimpijskim w Weymouth, właśnie wskutek sugestii zawodników obawiających się, że sprzęt nie wytrzyma w takich warunkach, Komisja Sędziowska odwołała wyścig w klasie Star.

W naszych regatach "o pietruszkę", najlepszym sposobem, by wyścig doszedł do skutku, bez względu jak mocno wieje, jest próba przekonania Komisji by go odwołać. Nie zapomnę sytuacji z ostatnich na Mazurach Długodystansowych Mistrzostw Polski Jachtów Kabinowych znanych w środowisku pod hasłem "kolonia karna", mego zresztą autorstwa. Pani sędzina z ranka wyszła na pomost z wiatromierzem: "E, wieje tylko niecała czwórka- puszczamy długi dystans". Zignorowała nieśmiałe uwagi, że tam na otwartym akwenie może wiać dużo więcej. No i puściła ten naprawdę długi dystans wokół Kisajna Dargina i Dobskiego. Tylko, że za Królewskim Rogiem wiało już siedem. Wiatromierz nie był potrzebny, wystarczył widok Gina ze złamanym masztem. Zresztą nie on jeden padł ofiara optymizmu pani Sędzi.

Wracając do regat w YKP w Jadwisinie: już na trasie, żeglowało nam się na S-WINGU całkiem nieźle. Udawało się wyczuć "odkrętki" chimerycznego wiatru. W dwu sobotnich wyścigach zajęliśmy trzecie i drugie miejsce. Oczywiście na tak słabym wietrze liczyła się powierzchnia żagli, zwłaszcza na pełnych kursach. Masa ma wówczas drugorzędne znaczenie. W tych warunkach przy moich nieco ponad 17 metrach kwadratowych żagli, jacht i załoga (Dariusz Krysiak) spisywali się więcej niż dobrze, nawiązując równorzędna walkę z wybitnie "słabo wiatrową" LIDĄ Grzegorza Guzowskiego i Skalarem Andrzeja Kendera. Regulacja ugięcia masztu spełniła oczekiwania. Mieliśmy pecha w trzecim wyścigu (pierwszym w niedzielę). Prowadziliśmy właściwie od bardzo dobrego startu przez dwa okrążenia do ostatnie dolnej boji. Niestety, na niej właśnie wjechał miedzy nas i boję duży jacht klasy T3 (notabene jeden z czarterowych Focusów 730), przykrył nas swymi żaglami, i po herbacie. Płynący z tyłu konkurenci mieli niezakłócony wiatr. Nie dało się ich dogonić do mety.

Jeszcze jeden aspekt o charakterze nieporozumienia wyróżnia regaty w YKP. To tzw. wyścig o błękitną wstęgę, w którym wszystkie jachty ścigają się razem. Słowem- kupą mości Panowie. Nic dobrego nie może z tego wyniknąć poza kupą, bo przecież jaki sens ma wyścig Tang 730 sport ze spinakerem czy Sympatii z genakerem z jachtami bez żagla dodatkowego. Moim kolegom z YKP chciałbym zwrócić uwagę, że nie każda tradycja warta jest kontynuowania. O ile stroje klubowe i czapki z "kapustą" są malownicze, to takie "błękitne wstęgi" trzeba uznać za wstecznictwo. Klub szczycący się olimpijczykami, powinien pokusić się o bardziej wyrafinowane formy zdobywania owej "błękitnej wstęgi", choćby wyścig z przelicznikiem.

Mimo zagapienia się na starcie, ostatecznie, w tym śmiesznym wyścigu uplasowaliśmy się w pierwszej dziesiątce. W sumie zmieściliśmy się na tzw. pudle na 3 stopniu. Tym razem odegrał się Grzegorz Guzowski, wyprzedzając Andrzeja Kendera.


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017