Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Aktualności


 2010-09-07

Mistrzostwa Warszawy 2010

Po raz pierwszy w tym sezonie, mój Skipi cruiser OLE sprawdził się w regatach na własnym warszawskim "podwórku", nazwanym ironicznie "oceanem Zegrzyńskim". I to od razu w Mistrzostwach Warszawy (4-5.09) organizowanych przez Warszawsko-Mazowiecki Okręgowy Związek Żeglarski. Trzeba od razu powiedzieć, że były to regaty udane, pod każdym względem: nie można mieć żadnych zastrzeżeń zarówno do pogody w złoto-jesiennych kolorach jak i organizatorów oraz, co też ważne- do Komisji Sędziowskiej. Dodam od razu, że były to regaty udane również dla załogi OLE.

Powyższe, nie dotyczy jedynie frekwencji w klasach "T", nie umywającej się do tej z regat w innych częściach kraju. Duch sportowy jakby zanika wśród żeglarzy w Warszawie. A przecież tu najwięcej jachtów prywatnych w kraju. Zadziwiające. Może wszyscy mają dość rywalizacji w życiu zawodowym, może zniechęca ich strach przed przegraną. Nie można zapomnieć, że regaty to także doskonała szkoła żeglowania, zaś żeby wygrywać, trzeba grać- jak głosi znane hasło totolotka. Nawet w tej grze rzadko trafia się choćby trójkę od pierwszego razu.

Dopisały natomiast inne klasy: Micro (8 jachtów), Skipi racer (11) i Tango sport (11).

Pierwszy dzień regat zaczął się jednak nieszczególnie. Przed południem wiatru za grosz. Toteż Komisja słusznie odesłała jachty do portu, gdzie oczekiwano na jakiś powiew. Nadszedł po południu, początkowo wprawdzie niezbyt zdecydowany, by w końcu ustalić się na poziomie 1 do 2 B. Udało się rozegrać 2 wyścigi. Żeglowaliśmy dość równo, w obydwu przychodząc na 2 miejscu za 8-metrową "Dierą", ścigającą się również w klasie T2. Niestety, nadal pozostaje wiele do poprawienia w jachcie. Poprawki wymaga np. fok, którego lik tylny, bez względu na położenie kipy, zagina się nawietrzną. Na słabym wietrze, przy luźniejszym prowadzeniu żagla wpływ tej wady na ostrość i prędkość żeglugi jest jeszcze niewielki. Niestety, w niedziele wiało od rana coraz silniej. Jeszcze w trzecim wyścigu udało się zachować drugą pozycję na mecie, ale w kolejnym, przy silniejszym o stopień wietrze (około 3 B) już nie żeglowaliśmy na wiatr, tak ostro ani szybko. Strat na kursie na wiatr nie dało się odrobić na pełnych. Tylko 3-cie miejsce. Niepowodzenie bolało mniej, gdyż wyprzedził mnie mój były jacht "Pulsar" (Focus 730). W ostatnim piątym wyścigu stało się najgorsze: zaczepił się w skrzynce mieczowej na stałe jeden z licznie pływających po Zalewie "szczawi". Nie pomogło podnoszenie miecza. Drgania na płetwie sterowej sygnalizowały, że nadal go wieziemy. Efekt spodziewany: na mecie byliśmy nawet za "Inną" (Sportina 650) i "Drago" (Fokus 650). Wyścig wygrał Jacek Kotkiewicz na "Pulsarze". Jak się jednak okazało już na lądzie "Pulsar" nie zdołał nas wyprzedzić w klasyfikacji końcowej, ponieważ regularnie wygrywająca "Diera", mając wygrana w kieszeni, zignorowała linię mety (DNF) zaś sternik "Drago" miał taki kaprys by pożeglować sobie na genakerze, co skutkowało "dyskwą" (DSQ) w tym wyścigu.

W klasie T1 natomiast do ostatniego wyścigu nie było wiadomo, kto wygra. Ostatecznie, dzięki wygranej w 5-tym wyścigu na najwyższym stopniu podium stanął Andrzej Kęder, żeglujący na "Kredensie" czyli przerobionym mego projektu Skalarze 650.

W Micro Rafał Moszczyński na Jumperze 550 "Stavus" zdobył v-ce Mistrzostwo Warszawy, ustępując jedynie Piotrowi Kuładze na nowym Flayerze 550.

W "mej" klasie Skippi 650 po raz kolejny nie dała się wyprzedzić załoga Michała Leszczyńskiego (ksywa "Leszczu").

Pełne wyniki i galeria znakomitych zdjęć na stronie WTR:
http://www.wtr.waw.pl/

Na próbę, kilka zdjęć wybranych z galerii, jak przypuszczam, autorstwa Krzysztofa Kowalskiego.


  


  


  










 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017