Pieśniewski polish
Pieśniewski english


Artykuły

 2007-08-25 - Wolność "non limit" ?


     Tragedia! Inaczej nie można nazwać tego co wydarzyło się przed kilkoma dniami na Mazurach. Przeżywałem ją ze wszystkimi nie tylko żeglarzami w kraju. Trzeba jednak wyciągnąć z niej wnioski i zastanowić się jak zapobiec powtórzeniu się podobnej hekatomby na jeziorach. Bo nikt nie ma chyba wątpliwości, że wichura przejdzie przez Mazury w bliższej lub dalszej przyszłości, może nawet w przyszłym sezonie. Klimat mamy bowiem teraz, tylko z nazwy umiarkowany.

System sygnalizacji o niebezpieczeństwie, jakość szkolenia, brak odpowiedzialności samych żeglarzy to kwestie ważne, o których już wiele dywagowano w mediach. Padło wiele sensownych propozycji.

Pojawia się jednak ważny aspekt techniczny. Większość z wywróconych jachtów zatonęła, a więc nie miała komór wypornościowych. Dlaczego?

Bo nie musiała ich mieć. W świetle obowiązujących przepisów jachtów nie trzeba rejestrować, nikt nie sprawdza ich pływalności zapasowej. Od kilkunastu lat nie obowiązują bowiem żadne przepisy o rejestracji jachtów śródlądowych, nie istnieje też obowiązek poddania jachtu przeglądowi technicznemu. Konstruktorzy w swych dokumentacjach przewidują komory wypornościowe, podając przeważnie ich minimalną objętość. Dlaczego zatem budowniczowie likwidują je, lub minimalizują?

Powód jest zazwyczaj jeden: w niewielkich jachtach komora zajmuje miejsce na bakistę, na dodatkową koję pod kokpitem. Dla tzw. czarterowni, które często same zajmują się wykonaniem jachtów, celem głównym staje się upchnięci w jachcie jak największej liczby koi. Furda więc komory. Niektóre "firmy" oraz amatorzy budują jachty po piracku: bez licencji autora, bez dokumentacji, bez ...pojęcia. Oszczędzają parę złotych na prawach autorskich. Niektórzy nawet nie mają świadomości, że jacht powinien mieć komory wypornościowe.

Mój poprzedni felieton o skutkach braku obowiązku rejestracji wymaga więc aneksu. Po tragedii na Mazurach nikt nie powinien mieć wątpliwości, że rejestracja musi być obowiązkowa. Pojawił się bowiem jeszcze jeden argument: jak zidentyfikujemy pływający lub zatopiony wrak, gdy nie będzie miał numerów rejestracyjnych? Identyczny przymus powinien też dotyczyć przeglądów technicznych. Gdy utopi się sam armator budowanego "na dziko" jachtu, to, można powiedzieć, konsekwencja jego niewiedzy i braku odpowiedzialności, choć każdego życia żal . Ale dlaczego takie konsekwencje mają ponosić Bogu ducha winni, nieświadomi niczego, jego przypadkowi załoganci czy rodzina? Są jakieś granice wolności, wyznaczane przez tzw. dobro wspólne, zasady współżycia społecznego. Czyjaś ignorancja, niedbałość czy chciwość nie może zagrażać innym. Zapominają o tym obrońcy wolności non limit, jako żywo, w swym zaślepieniu przypominający tych admiratorów wolności szlacheckiej, która była przyczyną końca I Rzeczpospolitej.

I nie powtarzajcie Panowie, jak mantrę, że żeglarstwo, to sport super bezpieczny, który może uprawiać każdy ( w domyśle głupi), na byle czym. Żeglarstwo zawsze było dla ludzi odpowiedzialnych, którzy nie bali się poddawać weryfikacji swych umiejętności i sprzętu zanim wypłynęli na słodkie czy słone wody.









 



Aktualności











Felieton

All right reserved © Jerzy Pieśniewski 2006-2017